W harmonii z ciałem23 lipca 2008

w-harmonii-z-cialem

Relaks jest nam potrzebny tak samo jak powietrze i pożywienie. Szczególnie, gdy czujemy, że pacjenci, współpracownicy i wszystko wokół zaczyna wyprowadzać nas z równowagi.

Redukuje stres, poprawia samopoczucie psychiczne i fizyczne, pobudza układ trawienny, poprawia pracę serca, rozjaśnia umysł i wzmacnia zaufanie do siebie i otaczającego nas świata. Pomyślmy o nim, kiedy kolejną godzinę obsługujemy pacjentów, kiedy bolą nas plecy i nogi, kiedy czujemy, że wszyscy wokół działają nam na nerwy.
Uważam, że warto wówczas poświęcić kilka minut, by uwolnić się od negatywnych emocji i dać swemu ciału szansę na złapanie równowagi.

Demobilizacja

Zacznijmy od kilku ćwiczeń rozprostowujących kości, na przykład krążeń bioder, ramion i szyi. Następnie stajemy wyprostowani. Dbamy o to, by stopy miały bardzo dobry kontakt z podłożem. Możemy wyobrazić sobie, że stoimy po kostki w złotym, nagrzanym piasku. Wygodnie ustawiamy odcinek lędźwiowy – prosto – tak, by ciężar ciała przenoszony był na ziemię przez biodra, lekko ugięte w kolanach nogi i pewnie ustawione stopy. Następnie rozluźniamy barki i prosto ustawiamy głowę. Możemy wyobrazić sobie, że do czubka głowy mamy przywiązany napięty sznurek. Ręce trzymamy opuszczone.
W takiej pozycji pozostajemy przez kilka chwil. Tyle, by zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy tu i teraz, że nasze ciało ma prawo odczuwać zmęczenie, że być może targa nami stres. Nie odpychajmy tych wrażeń. One są częścią naszego doświadczenia. Nie przejmujmy się oddechem. Nawet jeśli jest szybki i płytki. Niech ureguluje go sam organizm. To samo dotyczy natarczywych myśli i emocji. Niech sobie są. Pogódź się, przynajmniej na tych kilkanaście minut, ze swoim ciałem i swymi emocjami. Możesz powtarzać sobie słowa: „Moje ciało staje się czystsze”.
Następnie wyobrażamy sobie wodospad w pięknym baśniowym otoczeniu. Robimy krok i orzeźwiająca woda spływa na nasze ciało.
Powoli podnosimy ręce na wysokość twarzy i wyobrażamy sobie, że woda obmywa nasze czoło. Zmywa z niego stres. Wyobrażamy sobie to uczucie, kiedy woda spływa po czole. Dalej oczy. Są brudne. Woda pozostawia je idealnie czystymi. Później mięśnie twarzy. Następnie uwagę kierujemy na mięśnie szyi i klatki piersiowej, po czym nasza uwaga wraz z opadającymi dłońmi wędruje ku mięśniom brzucha i kroczu. Woda idealnie oczyszcza i relaksuje.
Dłonie i nasza uwaga wracają do góry. Wyobrażamy sobie nasz mózg. Woda obmywa go, po czym przepływa gardłem do serca. Znów wyobrażamy sobie, jak staje się coraz czystsze. Po czym przychodzi kolej na żołądek, nerki, jelita, i pozostałe organy. Kolejny raz dłonie wracają ku czołu. Tym razem opadają wraz z wodą powolutku spływającą po kręgosłupie. Krąg po kręgu.
Ćwiczenie możesz zakończyć kilkakrotnym powtórzeniem w myślach: „Jestem zrelaksowana i pełna energii”.

Obawy niepraktykujących

Tego typu ćwiczenia, choć wielu z nas mogą wydawać się dziwne, nie są niczym nowym. Relaksacja poprzez koncentrację jest stosowana we wszystkich wielkich cywilizacjach. Szczególnie popularna jest na Dalekim Wschodzie. Ma pomóc w odrodzeniu człowieka, otwarciu go na innych, na mądrość, na Tajemnicę. I być może dlatego czasami budzi obawy. (Spotkałam się z poważnymi zarzutami formułowanymi przez duchownych, że takie „uchylenie furtki” może skutkować zagnieżdżeniem się złego ducha).
Niekonwencjonalne techniki odprężania organizmu są od lat stosowane również na Zachodzie. Na przykład relaksacja poprzez technikę autosugestii została przyswojona przez naukę i medycynę europejską dzięki Johannesowi Heinrichowi Schultzowi. Jeszcze przed drugą wojną światową drobiazgowo opisał i spopularyzował tzw. trening autogenny polegający na wyzwalaniu u siebie reakcji odprężenia i koncentracji. Do tej pory szeroko stosowany jest w terapii jako sposób zapobiegania stresom i chorobom cywilizacyjnym.
Do tego typu ćwiczeń zachęca też znany psychoterapeuta i psycholog biznesu Jacek Santorski, który w wywiadach mówi o relaksacyjnym skanowania ciała.

Tradycja z Państwa Środka

Techniki relaksacyjnego „skanowania ciała” od wieków stosowane są Chinach.
– W czasie standardowego treningu Tai Chi, niezależnie od szkoły, „skanujemy” swoje ciało trzykrotnie: przed przystąpieniem do zajęć, po ćwiczeniach technicznych i na zakończenie treningu – mówi instruktor Michał Stachurski ze szkoły Nikko. – W stylu Wu tradycyjnie odwracamy się na północ w stronę Gwiazdy Polarnej. Przyjmujemy wygodną pozycję – stopy mają dobry kontakt z ziemią, kolana są lekko ugięte, plecy proste. Ćwiczący, jak każe chińska tradycja, „wypuszcza” z „Trzeciego Oka” energię w kierunku gwiazdy („Trzecie Oko”, zwane też Górnym Dantian lub Kryształowym Pałacem, mieści się głęboko między brwiami, nad podniebieniem). Następnie pochylamy głowę i czekamy na powrót energii Chi, która przez czubek głowy, powolutku przepływa przez nasze ciało. My podążamy za nią z naszą uwagą i obserwujemy, jak spływa ku miejscu w pobliżu pępka zwanym dolnym Dantian (znajduje się pod przeponą ok. trzy szerokości kciuka poniżej pępka i dwóch szerokości kciuka wgłąb). Jeśli ćwiczenie wykonujemy prawidłowo, powinniśmy ją odczuć.
Chi nie pozostaje w dole bezczynna, ale przepływa ku nerkom. Napełnione nią zdrowe nerki pozwolą nam odczuć siłę i spokój. Jeśli z nerkami jest coś nie tak, ćwiczący może odczuwać poddenerwowanie i stan lękowy. Później energia wędruje do serca, oczyszczając je. Chińczycy twierdzą, że efektem dobrze wykonanego ćwiczenia, czyli napełnienia energią serca, jest podwyższenie poziomu samoświadomości, pewności siebie i celów, do których podążamy. Kiedy fala wróci do Trzeciego Oka odczujemy, że łatwiej nam formułować myśli. Chińska tradycja utrzymuje, że stan napełnienia Górnego Dantian skłania człowieka do otwarcia się na kontemplację.
Jeśli będziemy ćwiczyć regularnie, będziemy wyraźnie odczuwać moment, w którym Chi napełni wigorem nasze mięśnie, stawy i kości. Mistrzowie mówią o kwiatach lotosu rozwijających swe delikatne płatki w trzech Dantian…

Relaks po indyjsku

Swoje techniki wypracowała inna wielka kultura – indyjska. – Celem każdej sesji jogi jest uzyskanie pełnego relaksu odczuwalnego w całym ciele – mówi Ewa Makowska, instruktorka jogi. – Przygotowanie do zajęć to różne techniki wyciszające i uspokajające umysł, wzmacniające skupienie na swoim ciele w danym momencie. I tu, w zależności od rodzaju szkoły i stopnia zaawansowania będą to:

  • techniki oddechowe – pranayamy (wydłużanie lub zatrzymanie oddechu, wzmacnianie wydechu lub wdechu, oddychanie naprzemienne jednym nozdrzem) w pozycji siedzącej lub leżącej (savasana),
  • techniki czysto wyciszające poprzez unormowanie oddechu w konkretnych asanach (pozycjach jogi) mających takie działanie
  • techniki regulujące oddech i rozgrzewające ciało (Powitanie Słońca – Surya Namaskar) pozwalające skupić uwagę na „tu i teraz” oraz pozbyć się napięcia.

Taki wstęp przygotowuje ciało i umysł do zajęć, które łatwiej pokonują mocniej zakotwiczone napięcia.
W następnej kolejności, pracując w konkretnych asanach, szuka się w nich płynności i lekkości, co także wiąże się z poczuciem częściowego co prawda, ale zawsze, relaksu. Napinając wskazane w asanie mięśnie koncentrujemy się na rozluźnianiu innych. W ten sposób oczyszczamy je z nagromadzonego w nich stresu i napięcia.
Sesję jogi kończy się relaksem w formie podobnej jak na początku zajęć tylko dłuższej (od 10 do 20 min. na sesję trwającą 1,5 godz.) z wyłączeniem Powitania Słońca – Surya Namaskar. Najczęściej jest to forma leżąca – Savasana z regulacją i uspokojeniem oddechu, czasem połączona z wizualizacją jego dokładnego przepływu przez całe ciało (od czubków palców u stóp do czubka głowy i z powrotem).
Dokładniejszymi opisami technik relaksu w jodze zajmuje się JOGA NIDRA pracująca przede wszystkim z umysłem i oddechem, a podstawową jej asaną jest Savasana (pozycja leżąca).

Prześlij dalej