Za ciepło na plaże23 lipca 2008

Za 50 lat znikną nie tylko bałtyckie plaże. Jeśli efekt cieplarniany nie zostanie powstrzymany, pod wodą znajdą się także Gdańsk, Świnoujście, Szczecin i wyspa Wolin.

Według naukowców zalaniem zagrożonych jest blisko 1800 km kwadratowych naszych wybrzeży. Bałtyk w niedługim czasie pochłonie 18 ośrodków wypoczynkowych, 5 dużych portów oraz domy 120 tys. osób żyjących w tych regionach.

Morze połyka brzegi

Wszystkiemu winien jest efekt cieplarniany. Ocieplanie klimatu prowadzi do topnienia lodowców i podnoszenia się poziomu wód w morzach i oceanach. Proces ten, który zaczął się od początku lat 90., doprowadzi, jak twierdzą naukowcy, do unicestwienia obecnych plaż. Ba, morze nie zatrzyma się na nich. Wedrze się dalej i zabierze także miasta. Dzieje się tak, ponieważ wody Bałtyku podnoszą się w tempie od półtora do prawie trzech milimetrów na rok. Naukowcy szacują, że do 2080 r. przybiorą nawet o metr! Już teraz roczne straty lądu spowodowane erozją morską przekraczają 22 ha i ciągle rosną. Zagrożone są plaże w Gdańsku Jelitkowie, Sopocie. Osypują się klify w Orłowie oraz Babich Dołach. Najbardziej dramatyczna sytuacja jest w ostatniej z tych miejscowości, gdzie w odległości 50 m od sypiącego się klifu znajdują się budynki. Plaża przy kanale w Łazach już prawie zniknęła. Po ubiegłorocznych sztormach brzeg cofnął się o ponad 10 m. Niewesoło jest też w Mielnie. Tutaj zagrożone są hotel „Meduza” i restauracja, stojące na wydmie podmywanej przez Bałtyk.
Na tym jednak nie koniec. Zagrożony przerwaniem jest również wał wydmowy przy jeziorze Kopań pod Darłowem, a malownicza plaża w Dźwirzynie, niedaleko Kołobrzegu, prawie zniknęła. Ważą się też losy resztek ruin gotyckiego kościoła w Trzęsaczu. Zbudowany był na przełomie XIV i XV w., w samym centrum osady oddalonej od morza o dwa kilometry! Nikt wtedy nie podejrzewał, że morze obróci gotycką budowlę w ruinę. Bałtyk podszedł pod sam kościół w drugiej połowie XIX w., a pierwsza ściana runęła do morza w 1901 r. Dziś z pięknej budowli została zaledwie jedna fasada, która też chyli się ku upadkowi.

Kolej na Gdańsk, Szczecin i Hel

Zdaniem naukowców podobny los czeka w niedługim czasie historyczne miasta, takie jak Gdańsk i Szczecin. Najbardziej narażony na niebezpieczeństwo jest Gdańsk. Ponad 800 hektarów powierzchni miasta leży zaledwie metr ponad poziomem morza. Znany polski klimatolog, prof. Maciej Sadowski z Instytutu Ochrony Środowiska przygotował specjalny raport na zlecenie WWF Polska. Opisuje w nim potencjalne skutki społeczno-gospodarcze zmian klimatycznych w Polsce.
Jak twierdzi Sadowski, zalaniem zagrożonych jest wiele budynków położonych na Starówce Gdańska. Sytuację dodatkowo pogarsza fakt zapadania się samego miasta o ok. 1-2 mm na rok. Zdaniem profesora podnoszący się poziom morza zagraża też Zatoce Szczecińskiej i ujściu Odry, a co za tym idzie, miastom, takim jak Szczecin i Świnoujście. Sadowski alarmuje, że zniszczone zostaną także unikalne tereny przyrodnicze wokół Zalewu Szczecińskiego, objęte ochroną w ramach programu Natura 2000. Zniknie wyspa Wolin, a pojawi się inna. Będzie nią Hel, który zostanie przez Bałtyk całkowicie oderwany od lądu.

Władze się przestraszyły

Z wyliczeń prof. Sadowskiego wynika, że całkowity koszt ochrony polskiego wybrzeża będzie wynosił około sześciu miliardów dolarów, przy założeniu, że wody podniosą się o 1 metr. Jeśli natomiast Polska nie podejmie żadnych działań, straty, jakie poniesie nasza gospodarka, przekroczą 30 mld dolarów! Dlatego sejm już cztery lata temu przyjął specjalną ustawę zapewniającą środki finansowe na ochronę brzegów morskich do 2023 r. Posłowie przeznaczyli na ten cel aż 911 milionów złotych. Pierwsze prace rozpoczęły się zaraz po przyjęciu ustawy. Na morskich brzegach dokonuje się teraz tak zwanej refluacji, czyli uzupełnienia plaż piaskiem z dna morskiego. W ten sposób odbudowano już wydmy, plaże oraz podbrzeże w Sopocie. Prace prowadzone były też na Półwyspie Helskim. Tutaj Urząd Morski w Gdyni odbudował wydmy oraz plaże, wysypując na brzeg morza ponad 250 tys. m szesc. piasku. Jak twierdzą urzędnicy, tak uformowany brzeg powinien przetrwać spokojnie kilka lat.

Efekt przechylonego garnka

Czy to wystarczy, aby chronić polskie wybrzeża? – Woda w Bałtyku podniosła się od początku XX w. o 20 cm. To szybko, a nawet za szybko – mówi prof. Sadowski. – Problem w tym, że do końca nie da się dokładnie przewidzieć skali przyboru wody. Wszystkie wyliczenia, na jakich teraz bazujemy, to hipotezy – dodaje.
Strategia ochrony brzegów morskich zakłada trzy wersje wzrostu poziomu morza. Pierwsza optymistyczna to 30 cm, druga realistyczna – 60 cm, trzecia, najbardziej pesymistyczna – 1 m. – Na wzrost poziomu morza ma wpływ nie tylko ocieplenie klimatu. To także wynik wypiętrzania się Szwecji – mówi Anna Stelmaszyk-Świerczyńska, Zastępca Dyrektora ds. Technicznych Urzędu Morskiego w Gdyni. – Sytuacja z Bałtykiem przypomina garnek z wodą, który się przechyla.
Po jednej stronie wody jest zawsze więcej. W tym przypadku więcej jest jej niestety po naszej stronie.

Prześlij dalej